Przez chwilę jeszcze siedzieli nic nie mówiąc. Snape starał się przypomnieć sobie wszystkie szczegóły snu.
Zobaczył, że Cecile się trzęsie. Wstał, żeby jej zaoferować swój płaszcz. Spojrzał na nią uważniej i zauważył, że ma szkliste oczy i bardzo czerwone policzki. Nie musiał jej dotykać, by wiedzieć, że ma gorączkę.
- Myślę, że powinniśmy już iść - powiedział ostrożnie, podając jej swoją pelerynę. Nie wzięła jej. - Bardzo źle się czujesz?
- Nie najlepiej - odpowiedziała i zmarszczyła mocno brwi. Pomógł jej się podnieść, ale gdy tylko stanęła na nogach od razu puściła jego dłoń.
- Nie dotykaj mnie! - prawie krzyknęła. Przez chwilę wyglądała, jakby miała się przewrócić, ale nie bardzo wiedział, co ma robić, skoro odrzucała jego pomoc.
Gdyby to był ktokolwiek inny, bez zastanowienia unieruchomiłby tę osobę i po prostu zaciągnął magiczną liną do zamku. Ale czuł się głupio na myśl, że miałby w ten sposób transportować Cecile, sunącą bez ruchu ponad ziemią, tym bardziej, że wiedział, że jest ona dużo od niego lżejsza i byłby w stanie ją do szkoły po prostu zanieść bez użycia magii. Tylko że ona w tym momencie nie wyglądała, jakby była w stanie się zgodzić na taką pomoc. Czy ma do niego żal o to, co zrobił we śnie? Przecież to tylko sen, nawet jeśli pokazywał w nim swoje prawdziwe “ja”.
Nim jednak zdążył się na cokolwiek zdecydować Cecile wykonała parę głębokich wdechów, podeszłą ciągle jeszcze chwiejnym krokiem do brzozy i z uwagą obejrzała najniżej rosnące gałęzie. Obróciła się do niego i wskazała dwie po prawej stronie.
- Ta i ta. Ułamiesz mi je?
Z ulgą odłamał jej patyki. Bardzo sprytnie to wymyśliła, będzie mogła się podeprzeć i wrócić do domu zachowując niezależność.
Cecile jednak nie wzięła ułamanych gałęzi do ręki tylko na chwilę położyła na trawie i pomachała nad nimi różdżką szepcząc zaklęcia, których nigdy wcześniej nie szłyszał.
- Trzymaj - powiedziała i wyciągnęła do niego rękę z patykiem. Odruchowo wziął go od niej i oglądał go teraz nic nie rozumiejącym wzrokiem. - Tylko nie leć zbyt wysoko ani się nie rozpędzaj. Nie są zbyt stabilne.
Wsiadła na swoją prowizoryczna miotłę i ruszyła do przodu. Powolutku i niezbyt wysoko, ale całkiem sprawnie.
Podążył za nią myśląc, że jeśli kiedykolwiek ktoś miałby kogoś ratować, to lepiej Cecile jego niż on ją. Zdecydowanie lepiej jej takie rzeczy wychodzą.
Uwaga!!! KONKURS, KONKURS, KONKURS. Można wygrać całość fanfika.
Czytaj dalej
Ciąg dalszy w czwartek, 15.10.2015 o 12:00
Można komentować anonimowo.
Polub Limotini na facebooku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz